Siatkówka na Siatkowka24.pl
Zdj. Artur Grabski
Opublikowano 29.09.2017, godz. 20:56. Autor: Karolina Wólczyńska

Krótka piłka

Minął już ponad tydzień od ogłoszenia przez PZPS decyzji o zwolnieniu dotychczasowego trenera reprezentacji Polski mężczyzn – Ferdinando De Giorgiego. Kurz nieco opadł, nadszedł czas, by zastanowić się, czy decyzja zarządu była odpowiednia.

Od jakiegoś czasu dochodziły nas głosy, że źle się dzieje w naszej kadrze. Widać to było podczas Ligi Światowej, gdy nie zakwalifikowaliśmy się do Final Six rozgrywanego w Brazylii, a także podczas Mistrzostw Europy 2017, których byliśmy gospodarzami. Obraz przyciemnił nam nieco zwycięski Memoriał Wagnera. Większość spodziewała, czy też może łudziła się, że reprezentanci osiągną szczyt formy podczas mistrzostw Starego Kontynentu. Zawodnicy pytani o atmosferę w zespole zawsze potwierdzali dobre stosunki między graczami i jedynie sportową rywalizację. Pod koniec sezonu reprezentacyjnego nasi siatkarze wymijająco odpowiadali na pytania związane z nastrojami w drużynie. Nie wszyscy negowali już informacje o złej atmosferze, a swoją słabą grę argumentowali złą dyspozycją, choć fizycznie czuli się odpowiednio przygotowani do turnieju. Co zatem poszło nie tak, że trener został zwolniony, a reprezentanci Polski znów zastanawiają się, z kim spotkają się w czerwcu 2018 roku?

Według naszego Związku De Giorgi nie widział swojej winy. Argumenty zaś przez niego przedstawione były zbyt słabe, by pozostał z nami na dłużej, chociaż kontrakt podpisał na cztery lata do Igrzysk Olimpijskich w Tokio.  Jak całą sytuację skomentował prezes PZPSu, Jacek Kasprzyk ?

Ferdinando De Giorgi zaczął bardzo obiecująco. Niestety dalej nasza gra z meczu na mecz wyglądała coraz słabiej. To jest główna przyczyna podjęcia decyzji o odwołaniu. Zarząd zachowałby się nieodpowiedzialnie, nie reagując na niezaprzeczalne fakty, czyli niezrealizowanie celów sportowych, obniżenie poziomu sportowego, błędne decyzje, niespójną koncepcję, kłopoty komunikacyjne z zespołem, niezrozumiale decyzje personalne czy wreszcie pasywność w prowadzeniu drużyny w meczach.

(źródło: sport.pl)

Ja z kolei uważam, że wina nie leży tylko po stronie trenera, lecz także zawodników. Znamy potencjał polskich graczy, naszych gwiazd. Wiemy, jak bardzo są utalentowani, doświadczeni.. Jednak to nie wystarczyło, by nasza pierwsza szóstka – Kurek, Kubiak, Drzyzga, Konarski, Zatorski, Bieniek, Lemański – wokół której przez cały sezon kręciła się ta karuzela, w jakikolwiek sposób odnalazła się na parkiecie i doprowadziła nas do strefy medalowej Eurovolleya.

Liga Światowa miała być poligonem doświadczalnym, jednakże nie było widać wielkich roszad w naszym składzie. Trener wybrał zawodników, którzy wychodzili w każdym meczu w pierwszej szóstce. Początkowo starał się wpuszczać innych graczy, np. gdy Kurek czy Kubiak tracili skuteczność lub gubili się  w przyjęciu, aczkolwiek z czasem tych zmian było coraz mniej. Nasza drużyna pokazała się z dobrej strony w meczach kontrolnych, czyli meczach o nic. Ostatnim sprawdzianem przed główną imprezą sezonu był Memoriał Huberta Wagnera, który omal również byśmy przegrali. To właśnie dzięki zawodnikom, którzy nie mieli wcześniej szansy dłużej zagościć na boisku – Śliwce, Wojtaszkowi, Kaczmarkowi, Łomaczowi, Kochanowskiemu –  odnieśliśmy zwycięstwo w turnieju. Na mistrzostwach niestety te zmiany nie dały efektów. Być może trener nie powinien był przywiązywać się do żelaznej szóstki, a stawiać także na zawodników mniej ogranych, ale lepiej fizycznie i mentalnie przygotowanych?

Dziś już nikt nie ma odwagi przyznać się, że nie jest w optymalnej formie, że nie doszedł do siebie po kontuzji i może lepiej postawić na jakiegoś zdrowego zawodnika. Podam sytuację sprzed lat – Dawid Murek, jeden z najlepszych polskich przyjmujących, przed mistrzostwami świata w Japonii doznał kontuzji. Nie pojechał na najważniejszą imprezę sezonu, na której wywalczyliśmy pierwszy od lat, historyczny, srebrny medal MŚ 2006. Murek przyznał wtedy, że nie jest gotowy do gry, nie chciał oszukiwać kolegów i wspólnie z trenerem Lozano zdecydowali zabrać kogoś zdrowego i w 100 procentach przygotowanego do turnieju. W ubiegłym sezonie dochodziły do nas wiadomości o jakiś kontuzjach, dolegliwościach poszczególnych zawodników, które przez kilka tygodni wykluczały ich z treningów. Czasem ważne jest to, żeby żaden z reprezentantów nie czuł się zbyt pewnie, żeby nazwisko, czy dawne osiągnięcia nie gwarantowały z marszu pierwszej szóstki w reprezentacji Polski. Bo co mają powiedzieć gracze, którzy ciężko pracowali, by dostać szansę gry od trenera, jak np. Aleksander Śliwka, który ostatecznie musiał się pożegnać z Mistrzostwami?

Eksperci doszukują się również diametralnych zmian w składzie. Moim zdaniem kadra może faktycznie była dość odmłodzona, ale nie grały w niej zupełnie nowe postaci . Wielu zawodników w poprzednich latach przewinęło się przez reprezentację jak m. in. Kurek, Wiśniewski, Drzyzga, Łomacz, Zatorski, Konarski. Oni budowali kadrę za czasów Antigi, a niektórzy także występowali w kadrze prowadzonej przez Anastasiego, Catellaniego czy nawet Lozano. Mnie nie przekonuje argument pod tytułem: odeszły gwiazdy – Wlazły, Zagumny, Ignaczak i Winiarski – ci siatkarze reprezentacyjne kariery zakończyli 3 lata temu! Od 3 lat budujemy nową drużynę, w której grają zawodnicy występujący za kadencji poprzednich trenerów, więc o jakiej niedoświadczonej kadrze my mówimy?

Ewidentnie widać, że De Giorgi nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Kontrakt podpisał na 4 lata do igrzysk w Tokio z możliwością jego renegocjacji po MŚ w 2018 roku. Z pewnością przedstawił plan budowania zespołu, a ponieważ Eurovolley rozgrywany był w tym roku w Polsce, oczekiwano cudów od naszego trenera, z drugiej strony nie możemy także zapominać o tym, że sam De Giorgi, jak i zawodnicy zapewniali walkę o medale, bo przecież tego oczekujemy – zarówno my, kibice, eksperci i działacze. Wielu uważa, że nie można brać na poważnie trenera, który składa deklaracje ponad stan, możliwości drużyny, aczkolwiek wciąż jesteśmy aktualnymi Mistrzami Świata i brak tych zapewnień byłby na starcie rezygnacją z wyników. Związek dawał wolną rękę trenerowi, jednocześnie trzymając nad nim bicz. Włoch nie zrealizował swojego celu, jakim był medal tej imprezy. Ba! Nie doszedł nawet do ćwierćfinału i jego decyzje wpływały z całą pewnością na zespół, ale nasi gracze to nie dzieci z SKS-u, którym trzeba o wszystkim mówić. To są przecież zawodowi sportowcy, pracujący na co dzień w najlepszych ligach świata, którzy w większości grali już wcześniej ze sobą w klubie, bądź w reprezentacji. Przykro mi to stwierdzić, ale pod względem siatkarskim odstawaliśmy od innych drużyn. Dlaczego? Zdarza się, że jakiś zawodnik nie jest w formie, ale żeby cała drużyna nie prezentowała najwyższego poziomu na najważniejszej imprezie roku – to jest nieco dziwne. Być może fizycznie nasi siatkarze czuli się dobrze, jednak nie było tego widać w żadnym spotkaniu.

Nie chcę tym samym powiedzieć, że powinniśmy wyrzucić wszystkich z naszej reprezentacji i powołać naszych złotych juniorów, bo nie na tym rzecz polega. Mamy również wielu utalentowanych graczy z roczników 94, 95, 96, którzy mogą wiele wnieść do kadry. Nie powinniśmy też zapominać o naszych bardzo dobrych i niedocenianych w ujęciu reprezentacyjnym ligowcach. Skoro pewne warianty nie wypaliły, może powinno się sięgnąć po nowe? Wydaje mi się, że bardziej uzasadnionym działaniem byłoby powołanie takiego gracza, który spędził cały sezon na parkietach Plusligi, posiadającego bardzo dobre statystyki we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła, a nie zawodnika grającego w czołowym polskim zespole, który większość sezonu spędził w kwadracie dla rezerwowych.

Mogę się zgodzić z Łukaszem Kadziewiczem, że zabrakło odpowiedzialności w naszej drużynie. Nie było nikogo, kto by powiedział: ja biorę to na siebie, to moja wina. Sukces ma wielu ojców, każdy chce się pod nim podpisać, wtedy łatwo jest zbierać gratulacje i rozmawiać z mediami, ale trzeba mieć naprawdę odwagę, żeby po porażce wyjść do ludzi i przyznać się do popełnionych błędów. Zabrakło nam, przede wszystkim polskim kibicom, czegoś takiego po tych mistrzostwach. Paradoksalne jest to, że to nasi debiutanci na gorąco po przegranych barażach wyszli do kamer i tłumaczyli się z porażki, jednocześnie przepraszając kibiców za styl tego spotkania i całego turnieju.

Przez cały sezon reprezentacyjny dochodziły do nas sprzeczne informacje dotyczące oczekiwań względem naszej kadry. Z jednej strony trener De Giorgi miał zapanować nad naszą drużyną i wprowadzić w niej dyscyplinę i spokój po dość liberalnych rządach Stephana Antigi, ale… Kiedy już wydawało się, że zostało to osiągnięte, zaczęły pojawiać się głosy w środowisku, że przecież reprezentacja nie jest wojskiem. Chociaż z początku wszyscy eksperci jednogłośnie orzekli, że system wprowadzony przez Włocha jest słuszny, a zawodnicy zaakceptowali warunki panujące w trakcie zgrupowania. Ferdinando De Giorgi miał zbudować reprezentację, która w Tokio będzie walczyć o medale i zdejmie z nas klątwę ćwierćfinałów, ale… wyników oczekiwaliśmy już teraz na mistrzostwach organizowanych w Polsce. Ponadto miał za zadanie wprowadzać młodych zawodników do naszej drużyny, zachowując przy tym jej trzon. Z mojej strony mogę tutaj dodać, że było dla mnie zaskoczeniem, iż zaproszenie na zgrupowanie w SPALE otrzymał jedynie Jakub Kochanowski spośród Złotej Drużyny Pawlika i Zendeła. W moim mniemaniu możliwość rywalizacji i udziału w treningach powinno otrzymać także kilku innych graczy, bez względu na to, czy znaleźliby się w 14 na ME 2017. Liga Światowa jak zawsze nie była naszym priorytetem, w jej trakcie można było ogrywać mniej doświadczonych zawodników, ale… powinniśmy awansować do finałów rozgrywanych w Brazylii i walczyć tam o medale. Po porażce w LŚ zaczęto już rozważać, czy słuszną była decyzja zatrudnienia Włocha na stanowisku selekcjonera.

Po tylu latach pracy z zagranicznymi szkoleniowcami przyszła pora na polskiego trenera?

Dziś działacze i eksperci są w większości przekonani, że najlepszym rozwiązaniem dla naszej kadry będzie polski selekcjoner. Oprócz oczywistych umiejętności prowadzenia drużyny, licznych sukcesów klubowych, największym atutem De Giorgiego miała być znajomość polskiej mentalności, naszych zawodników, ale kto będzie znać ich lepiej od trenera-Polaka? Na pierwszy plan wysuwają się nazwiska naszych trenerów: Roberta Prygla, Jakuba Bednaruka, Andrzeja Kowala, Sławomira Gerymskiego, Sebastiana Pawlika, Piotra Gruszki.

Nie ujmując niczego naszym trenerom, uważam, że może powinniśmy jeszcze poczekać z niektórymi kandydaturami, aż trenerzy odniosą jakieś sukcesy w polskiej lidze.  Wydawać by się mogło, że Andrzej Kowal był naturalnym następcą czy to Stephana Antigi, czy Ferdinando de Giogriego, jednakże brak sukcesów Asseco Resovii Rzeszów w ubiegłym sezonie i notoryczne podcinanie skrzydeł szkoleniowcowi spowodowało, że jego kandydatura nie jest brana pod uwagę tak poważnie jak chociażby Piotra Gruszki. Może powinniśmy dać jeszcze naszym szkoleniowcom trochę czasu, by zebrali więcej doświadczenia i w obecnej sytuacji dać ostatnią szansę zagranicznym selekcjonerom, ale nie włoskim? Ale kto tak naprawdę zostanie trenerem naszej kadry? Na to nie mam ani ja, ani Państwo wpływu. Pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że wybór ten okaże się słuszny i doprowadzi nas do oczekiwanych wyników.

 

Tagi

Kategorie

Mistrzostwa Europy (m) Reprezentacja męska

Zobacz również:

Galeria

Odliczanie

Mistrzostwa Europy siatkarzy rozpoczną się za:

Ostatnie wyniki

Sonda

W tym momencie nie ma aktywnych sond.

Kalendarium

Dzisiaj jest 23 października.

Patronat medialny

  • logoBedzinPoziom
  • logo_proj_plaz1
  • logo_ksps
  • logo-plaża

Współpracujemy z:

  • mecz gwiazd 1
  • partnerzy_sportklub

Współpracowaliśmy z:

  • BBTS
  • partnerzy_fortuna
  • partnerzy_sklepsiatkarza
  • ix_memorial_ambroziaka